Hominidy Sylwestra Ambroziaka: ich jajowate, nieproporcjonalnie duże głowy, beznose, gładkie, nieruchome zwierzęco-ludzkie twarze z szeroko rozstawionymi wypukłymi, okrągłymi oczami i łakomymi ustami, krępe sylwetki i długie, małpie ręce, a także emanująca z ich ciał skondensowana, prymitywna energia, budzą skojarzenia z pierwotnością i zwierzęcością kierowaną instynktem. Męskie, ze sterczącymi potężnymi fallusami, rzadsze – żeńskie, i te niby-dziecięce, drobniejsze i bezpłciowe, samotne lub splecione w miłosnym uścisku czy zaciekłej walce, pojedyncze lub w dużych grupach, a nawet w stadach, komunikują się ze sobą – i z odbiorcami – zadziwiająco precyzyjną, i równie zadziwiająco ludzką, mową ciała. Szczątkowa, wyrażana tylko układem ust, mimika bezmyślnych, obojętnych, jakby lekko zdziwionych twarzy, kontrastuje z wyrazistą ekspresją gestów i gwałtownością ruchów sprężystych ciał.
Ich widok z jednej strony budzi głęboko zakorzenione w ludzkiej podświadomości lęk przed obcym i niechęć do innego, lecz z drugiej, uczucie pewnego rodzaju gatunkowej bliskości, wywołanej wyczuwalnym autentyzmem prymarnych ludzkich odruchów i instynktownych reakcji. Odnosi się wrażenie, że artysta celowo pozbawia je podstawowych indywidualnych cech: zróżnicowanych rysów twarzy, sylwetek czy chociażby ubioru, właśnie po to, by móc obnażać i jak najbardziej czytelnie ukazywać prawdziwą naturę człowieka: tę uniwersalną, wspólną wszystkim na poziomie zbiorowej podświadomości, nie zakłócaną jednostkowymi sytuacjami i nie zatartą kulturowymi maskami.
Podstawowe prawdy o kondycji i o dramacie ludzkiej egzystencji, obciążonej dziedzictwem ewolucji, uwikłanej w przemijalność czasu i materii, i jednocześnie rozpaczliwie pragnącej nadać sens swemu istnieniu, Sylwester Ambroziak definiuje doskonale adekwatną do nich figuratywną formą swoich rzeźb, często dodatkowo wchodzących ze sobą w znaczeniowe relacje w ramach złożonych, przestrzennych instalacji. Wykonane najczęściej z optycznie i fizycznie ciężkich materiałów: brązu, drewna i ceramiki, zawsze dynamicznie kształtowane i zawsze znakomicie zrównoważone kompozycyjnie, wiele o bardzo dużych rozmiarach i niewielkie, w wyrafinowanych strukturach faktury powierzchni mają zapisane, nasycone wzmożonymi emocjami, ślady dialogu – często na krawędzi walki – artysty z materią. Artysty, który coraz częściej sięga także po nowocześniejsze środki wyrazu: dające nowe możliwości odlewy z tworzyw sztucznych i perfekcyjnie realizowane technicznie filmy animowane, pełne niepokojących, traumatycznych odniesień.
I jakkolwiek ponadczasowe przesłanie sztuki Sylwestra Ambroziaka ciągle pozostaje niezmienne – dociera ona do jeszcze głębszych warstw ludzkiej wrażliwości, tych wyczulonych nie tylko na treść – także na formalną i artystyczną doskonałość dzieła sztuki.
Stanisława Zacharko-Łagowska
