Magdalena Wicherkiewicz
„To, czego pożądam nie jest poza mną, lecz we mnie”, katalog „ Niewiniątka, Sylwester Ambroziak”, Galeria Sztuki Współczesnej BWA , Olsztyn, 05/06 2007
„Minotaury” – tak mówi o swoich figurach Sylwester Ambroziak. Cielesno – zwierzęce, o anonimowych twarzach. Cienka jak ostrze granica między ludzkim i zwierzęcym. Potężne, drewniane lub niewielkie wykonane z brązu. Minotaur – lustro naszej mrocznej sfery. Tego, co nieuświadomione. Anonimowy instynkt, ślepa energia życia. Żywioł, nie poddający się poskromieniu, drgający podskórnie, choć umysł, jego konstrukcje i jego wytwory czynią wysiłki, by go ująć, ujarzmić. Figury Ambroziaka zdają się reprezentować wszystkie te ciemne siły, które kultura, upatrując w nich źródła chaosu, stara się zamknąć, niczym uosabiającego je Minotaura, w bezpiecznym i trudno dostępnym labiryncie. Postacie, z pozoru łagodne, ciepłe i emanujące specyficzną czułością, jakby na przekór swojej kanciastości i nieforemności, symbolizują energię życia (ale także śmierci, bo te dwie są ze sobą naturalnie splecione), przejawiającą się przede wszystkim w seksualności.
Sylwester Ambroziak niewiele mówi o swojej twórczości, to rzeźby mają mówić jego głosem. Rzeźbiarskość dotyczy nie tylko materii. To także, a może – przede wszystkim – nadawanie kształtu naszym pragnieniom i emocjom. Wypowiadanie tego, co głęboko skrywamy. Ambroziak wybiera anonimowych, niezgrabnych aktorów, by mówili w naszym imieniu. Albo raczej – by jedynie sugerowali, ledwie ocierając się o tajemnicę. To komfortowa sytuacja. Możemy czuć ów bezpieczny dystans aluzji, niemówienia wprost. Swojska, pierwotna naturalność rzeźb (większość interpretatorów wskazuje na „pozytywne” cechy twórczości Ambroziaka, jak: autentyczność, ekspresja, afirmacja życia) to jednak tylko powierzchowność, mająca nas zmylić, przysłonić sedno, wciągnąć do gry polegającej na zbliżaniu się do i oddalaniu się od tego, co jest ich (i naszą) istotą.
Ostatnie prace są inne. Jakby wypowiedź stała się bardziej kategoryczna i…niepokojąca. Kilkanaście figur umieszczonych w przestrzeni galerii przywołuje skojarzenia ze spektaklem, wikłającym postacie w sieć wzajemnych relacji. Rzeźby Ambroziaka są „społeczne”: dobierają się w pary, egzystują w grupie. Bycie w „relacja do”, jakaś bezgłośna komunikacja jest ich środowiskiem naturalnym. W tym wypadku jednak mamy do czynienia z bardziej rozbudowanym układem: figury wiąże opowieść. Przestrzeń galerii przekształca się w instalację. Staje się przestrzenią sceniczną Sceną dramatu. Sceną śmierci. Stajemy wobec rozgrywającej się sztuki opartej o scenariusz, który nie do końca zrozumiemy. Mniejsze postacie (lalki? dzieci?) obu płci, o wyraźnie zaznaczonych genitaliach, leżą na podłodze, z rozłożonymi nogami. Większe, stoją lub siedzą, patrząc na małe lub na siebie nawzajem. To, co dzieje się między figurami nie jest do końca jasne, jednak aspekt seksualny jest dość wyraźny. Jest też coś niepokojącego, jakieś dramatyczne napięcie obecne w całym przedstawieniu. Nie wiemy, czy chodzi o dominację większych, silniejszych nad bezbronnymi? Czy relacje między postaciami podszyte są agresją, wrogością, czy może jednak jest to obojętność? Czy jedni pilnują drugich, czy może ich chronią?. Czy na podłodze leżą porzucone lalki? Czy to może…dzieci? Nie jest to jasne. Czujemy się nieswojo w tej ludzko nieludzkiej przestrzeni wypełnionej szarymi, różowymi, białymi postaciami.
Nie tylko ten rozbudowany układ przestrzenny i związana z nim niepokojąco drażniąca historia, zwraca uwagę w ostatniej realizacji Sylwestra Ambroziaka. Artysta wykonał postacie z nowego materiału – silikonu. Silikon jest miękki, cielesny, seksualny. Ale przede wszystkim….sztuczny (co to dziś tak naprawdę znaczy?…). Ta ambiwalentna natura silikonu wprowadza dodatkowy kontekst jeśli odwołamy się do wcześniejszych prac artysty wykonanych z drewna czy brązu. Straciliśmy pierwotną naturalność – ciśnie się na usta. Ale raczej należałoby powiedzieć: teraz możemy ją tworzyć. Preparować świat, emocje, relacje z innymi ludźmi. Silikonowe doskonałe ciało zastąpić naturalnym. Silikonem wypełniamy usta, piersi, kształtujemy z niego lalki – fantomy. Przedmioty, emocje, inni ludzie, otaczająca nas rzeczywistość stają się „rzeczami”. Wykonane z silikonu figury zdają się potwierdzać skojarzenia z lalkami. Z seksualnymi lalkami, o wyraźnie zaznaczonej płciowości, jakby były projekcją fantazji cielesnych na zewnętrzny świat. Lalki są bierne i ekshibicjonistyczne. Poddają się naszej woli, ale jednocześnie kontakt z nim i jest naznaczony tragizmem jednostronności, niemożliwością komunikacji. Lalka kieruje nas ku twórczości Hansa Bellmera. Chyba żaden z artystów nie powiedział o lalce więcej niż on. Jego lalki były „seksualnymi bóstwami”, mającymi „otworzyć namiętność” i „wynaleźć nowe formy pożądania”. Lalka to fetysz. Coś pomiędzy bóstwem a maskotką. Jest także wspomnieniem z dzieciństwa, jest jego jedną z największych świętości. To zapewne naznaczone piętnem zakazanego połączenie tego, co dziecinne z tym, co seksualne, stanowi o wyrazistości i wieloznaczności lalki jako symbolu. Lalka jest przedmiotem i jako taki może być metaforą naszego życia sprowadzonego do urzeczowionej, funkcjonalnej egzystencji.
Sytuacja stworzona przez Ambroziaka opowiada o ciele, seksualności i jej dopełnieniu czyli śmierci. Patrzymy na krąg postaci połączonych skomplikowaną zmysłowo-seksualną relacją. Możemy jedynie snuć przypuszczenia na temat tego unieruchomionego w rzeźbiarskim bezruchu spektaklu.
Można metaforycznie powiedzieć, że życie jest podróżą ciała i podróżą przez ciało. Lecz czy nie opuszcza nas wrażenie, że tę wyprawę pokonujemy w nie w pełni własnej skórze? Tak naprawdę jesteśmy bowiem „lokatorami naszej cielesności”. Odebrano nam ciało (a przede wszystkim jego wolność) i dano na zasadach dzierżawy. Wszelkie zmiany, korzystanie w „niewłaściwy sposób” jest narażone na karę. Szczególnie dotyczy to erotycznej obecności ciała. Tu lista zakazów i nakazów jest zbyt wyrazista. Nie chodzi bynajmniej o to by porzucić zakazy, bo to automatycznie pozbawiałoby nasze istnienie odwrotnej strony zakazu, czyli transgresji. Ta z kolei pozwala zachować ciągłość istnienia.
W kulturach pierwotnych tabu śmierci i tabu seksualności jest znoszone w momencie orgii i ofiary, tych wyjątkowych „czasów poza czasem”. Spektakl wyreżyserowany przez Ambroziaka łączy dramatyzm i niewytłumaczalność obu tych momentów. To zatracenie się, szczelina w poprzek czasu-przestrzeni, poprzez którą możemy się zetknąć z tym, co w nas najbardziej intymne, niejasne, nieoswojone, głęboko ukryte. To te odczucia, wypływające na powierzchnię codziennej, funkcjonalnej rzeczywistości, pozwalają nam uczestniczyć w tajemnicy continuum, rzeczywistości odczuwanej jako niezróżnicowana. Doświadczenie ciągłości konstytuuje człowieczeństwo, pozwalając odczuwać siebie poza funkcją i poza czasem. „Tylko bowiem przez zatracenie człowiek nie pozwala zredukować się do rzeczy”, by powtórzyć za Bataillem.
Kultura dąży do „oswajania” sfery seksualności (w pewnym sensie do śmierci także), zaś jej pozornie permisywny stosunek do niej są niczym innych jak sposobem homogenizacji żywiołu seksu. Śmierć i seks to żywioły-energie, które nieposkromione stanowią potencjalne zagrożenia dla kultury i systemu społecznego, opartych na racjonalności, funkcjonalności, dążących do zapewnienia rozwoju i poczucia bezpieczeństwa. Energii śmierci i seksu nie da się jednak całkowicie wyprzeć z ludzkiej świadomości, dlatego kultura dostarcza widowisk, spektakli, stanowiących namiastkę autentycznych doświadczeń. Seks (i śmierć) staje się rzeczą i domeną funkcją, dostępną, lecz na zasadach ściśle określonych. Dzięki temu przemieszczeniu społeczny porządek może trwać we względnej równowadze.
Instalacja Sylwestra Ambroziaka jest niepokojąca także dlatego, że pokazuje sytuację dramatyczną i dwuznaczną seksualnie. Dominacja? Przemoc? Gwałt? Perwersja? Obojętność? Porzucenie? Michel Leiris w „Lustrze tauromachii” charakteryzując istotę erotyzmu pisze: „…sztuka miłości, czyli „erotyzm” polega na dobrowolnym wprowadzeniu do aktywności seksualnej jakiegoś elementu nieprawego, grającego jak dysonans czy przesunięcie i wyzwalającego emocje. …cieleśnie podniecające jest tylko to, co z góry dwuznaczne, usytuowane na granicy prawego i nieprawego…” Myśl Leirisa rozwija Bataille akcentując, że przemoc jako warunek dezindywidualizacji, prowadzi do autentycznego komunikacyjnego otwarcia, a to z kolei do bliskości. Erotyzm jest wzajemnym „pożeraniem się”.
Podczas gdy potrafimy jeszcze w przestrzeń seksualności wpisać dramatyzm i gwałtowność, nawet perwersję, umieszczenie w niej śmierci stwarza wyjątkowo niewygodny, trudny kontekst. Leżące na podłodze barwne silikonowe figurki kojarzą się nie tylko z biernością lalki, lecz także z martwotą i śmiercią, z ostatecznym znieruchomieniem obiektu seksualnego: „Tym, co charakteryzuje erotyzm, nie jest przedmiot ruchomy i żywy, lecz znieruchomiały i martwy, bo tylko on oderwany jest od normalnego świata. To kres, do którego chcemy doprowadzić żywe i ruchome” . Tragizm śmierci jest wpisany w świat pragnienia. Współistnienie przeciwstawnych energii było kiedyś uznawane za naturalne. Współczesna kultura, afirmując seksualność (nieważne, że sprowadzoną do funkcji), wypiera z niej śmierć (nawet dalej – wypiera śmierć w ogóle). Tak jakby erotyzm był równoznaczny jedynie z witalnością. A jest on również pochwałą śmierci. W zatraceniu pogrążamy się także w nicości. Oswajamy nasz kres.
Niepokój, napięcie, znieruchomiały gwałt. Nie wiemy, co tak naprawdę się dzieje, jakie są relacje między figurami, na które patrzymy. Nie wiemy nawet, kim są aktorzy spektaklu. Czy to dzieci, czy lalki leżą na podłodze? Kaci, czy obrońcy stoją nad nimi? Czy to spektakl czy moment po akcie seksualnym (orgii?). Czy…śmierć? Nie dowiemy się tego. Autor pozostawia nas wobec tej zagadki. Wobec NIEZNANEGO. Wobec naszych skojarzeń, pragnień, domysłów, niepokojów. Wobec tego, co jest w nas samych…Wobec naszych Minotaurów.
W świecie, który mitologizuje bezpieczeństwo: pracę, dom, przedmioty, zdrowie, bezpieczny seks… Tak, jakby człowiek nie mógł znieść tego, co go przeraża, nie mógł temu spojrzeć w twarz…A przecież może… Chyba….
Bo jak można żyć bez nieznanego przed sobą….?
