Jarosław Świerszcz
„Rzeźby Sylwestra Ambroziaka”, „Sylwester Ambroziak. Rzeźba”, Galeria BWA, Olsztyn 2002
Koniec dwudziestego wieku w dziejach sztuki to proces konsekwentnego
wypracowywania autonomicznych przestrzeni pomiędzy tradycyjnymi
dyscyplinami artystycznymi. Zacierania jednoznaczności takich pojęć jak
malarstwo, grafika czy rzeźba, by w końcu przestały definiować znaczną część
współczesnych poszukiwań twórczych. Twórczość Sylwestra Ambroziaka to
przede wszystkim ciosane w drewnie rzeźby ( chociaż także kameralne
kompozycje z brązu, wosku) przedstawiające pełen repertuar sygnałów
formalnych i kodów wyrazowych pozwalających reaktywować dla nich
zmurszałą definicję tej dyscypliny sztuki 2 rzeźby – nie rzeźby.
Poprzez swą formalna jednoznaczność, dosadność równoległą klarownym
kodom ikonograficznych obecnym w tej twórczości, sztuka Ambroziaka stała
się częstym powodem ciekawych analiz krytycznych choć twórczość tego
artysty rozwija się zdecydowanie na obrzeżu pojęcia współczesna rzeźba polska
końca dwudziestego wieku. Brak ( przynajmniej dla mnie) rozpoznawalnego
procesu dochodzenia , czy wypracowywania charakteru rzeźbiarskiego pisma
u samego początku twórczej drogi , a zamiast tego jednoznaczny akt narodzin
sztuki Ambroziaka jaką była jego praca dyplomowa na warszawskiej
Akademii Sztuk Pięknych, to zapewne znak twórczego otwarcia, odważnego ,
mocnego , jak uderzenie pięścią w stół. Chyba bolesny , jak każdy akt
stworzenia. Praca tą (,,Kuszenie św. Antoniego”) rozpoczął Sylwester
Ambroziak trwający już kilkanaście lat mozół zasiedlania peryferii oficjalnej
polskiej sztuki, a przede wszystkim naszej wyobraźni swoim ludem wybranym.
Może należałoby powiedzieć wyrwanym, wyrywanym z wewnętrznego świata
artysty , z jego myśli o przeszłości sztuki i z jego odczuć, których zawsze
pierwszorzędnym powodem był i jest człowiek. Zbyt wprost ? Tak. Jak zawsze
kiedy mowa o tym co w sztuce najistotniejsze. A przeszłość ? Dzieła malowane
i rzeźbione przez wielu czy w istocie twórczość Ambroziaka tak wprost daje
się sytuować w tradycji ( to niewłaściwe słowo) małej i dużej plastyki czasów
najodleglejszych, malarzy którzy wykuwali na początku XX wieku pojęcie
osobności wśród zamętu nowego w sztuce. Zewnętrzność rzeźb Ambroziaka
pozawala dosyć swobodnie konstruować bezpieczny stylistyczny wywód. Ale
czy to tak jest. Jeśli szukamy spokoju percepcji ~ wtedy tak. Jeśli zaś chcemy
czegoś na prawdę dowiedzieć się o tych pracach, wtedy, moim zdaniem , trzeba
szukać wokół siebie i w sobie jeśli ktoś potrafi i ma taką potrzebę. Byłbym
bardzo ostrożny w budowaniu układanki stylistycznej wywodząc te prace od
wybranych obiektów rzeźby prymitywnej, kilku, czy kilkunastu dzieł czy ich
fragmentów takich czy innych autorów, mocnych znaków sztuki
postekspresjonistycznej. Szukałbym w sobie.
Nie wierzę tytułom tych prac dotykających wielkich tematów w sztuce. Biblia,
Stary i Nowy Testament, Historia. To pretekst. A może jeszcze chwila namysłu
artysty przed ustawieniem pod tymi ogromnymi rzeźbami karteczki z tytułem »
który będzie prośbą o zrozumienie, akceptację, miłość. Miłość dla tworów
Ambroziaka, które tworzą już bardzo liczny lud przez niego wyciosywany w
żywej materii jaką jest drewno. Podobnie jak pisarz, który zaludnia wymyślone
przez siebie lądy fikcyjnymi cywilizacjami, stwarza dla nich mity, legendy ,
historię, tworzy bohaterów, wygranych i przegranych, wielkie i małe tragedie
Sylwester Ambroziak podjął trud, czy mozół wyciosania nowego człowieka,
który podobny jest swemu twórcy, ale różni się od niego , od nas. Ambroziak
postawił przed nami W galeriach , muzeach -jest wszakże artystą – swego
Golema. I od samego początku decyzji o publicznym pokazie swych tworów
postacie te były do tego przygotowane. Nie ujrzeliśmy postaci zadziwionych ,
przerażonych tym, że już s ą wśród nas. Były silne choć inne, odmienne.
Jakże wdzięczne, by pisać o nich. Wielkie, ogromne, wyższe od każdego z nas,
jak każdy nowy, barbarzyński lud fascynują siłą i odmiennością _ Pewne swej
determinacji by walczyć o akceptację. Delikatne, wewnętrznie kruche, czułe,
współczując, gniewne, naiwne choć świadome wszystkiego. Szlachetne w swej
brzydocie, dumnie usiłujące trzymać wysoko uniesione potężne łby.
Uzewnętrzniają atrybuty płci tak naturalnie jak małe dzieci. Chodź dziećmi nie
są. Od razu zostali stworzeni jako dorośli. Młodzi mężczyźni i młode kobiety.
Brzydkie – piękne twory. Ich twórca zapisał W swoich postaciach długą jak
świat historię ludzkich potrzeb, leków, marzeń, nadziei. I kazał im tęsknić i
czekać na spełnienie. „Dotknij mnie ,,”Przytul mnie” „Spójrz na mnie –
jestem” ,, Trzymaj mnie mocno” „Jestem obok ciebie” ,, Nie bój się ,, ,, Już jest
nas dwóch, trzech” ,, Nie krzywdź mnie”,,Wytrwaj, jestem tu” zdają się
powtarzać mantrę oczekiwań i wzajemnych zapewnień postacie Ambroziaka.
Tym rzeźbom dobrze jest W samotności. Zawsze odnosiłem wrażenie ,że coś jest
nieprawdziwego W ich pojedynczej czy zbiorowej obecności w ekspozycyjnym
wnętrzu. Wydawały mi się zawsze zadziwione tym, że na nie patrzę, że ktoś
koło nich przechodzi , przygląda się. Teraz chyba wiem. Nie ma w tych
rzeźbach źdźbła nawet zawsze chyba obecnego artystowskiego układu pomiędzy
eksponowanym obiektem, przestrzenią mu daną, kłamstwa aranżacji, Rzeźby
Ambroziaka po prostu s ą W wnętrzu , stoją, siedzą, biegną w przestrzeni im
nakazanej. I powtarzają bez końca swoje oczekiwania nie do spełnienia. A żyją
i kontynuują swój marsz do ziemi obiecanej, która jak myślą zapewne, bo tak
im nakazał ich autor jest w nas. Oby się nie myliły. Czy wiedzą, że przeraźliwie
prawdziwe są tylko są same z sobą. Jedno małe zdjęcie zapodziane w pokaźnej
dokumentacji Ambroziaka pośród mnogości katalogów wystaw i fotografii
rzeźb ukazuje fragment małego, ciasnego pomieszczenia z niskim sufitem.
W kącie stoją blisko siebie, przed czy po wystawie, rzeźby Ambroziaka. W
nieładzie. Każda w inną stronę. Jak to w magazynie. To zdjęcie to jak amatorska
fotografia z wycieczki do małego miasteczka na której widzimy
podekscytowanych mieszkańców w ciasnym zaułku tuż przy rynku. Ta
przypadkowa fotografia utwierdza w przekonaniu jak niebywały ładunek
emocjonalnej prawdy, energii , woli, imperatywu ruchu tkwi w rzeźbach
Ambroziaka. Zatrzymani na jakiś czas w ciasnocie, rozdyskutowani,
utwierdzający się jak fanatycy wiary w przekonaniu o dalszej drodze , w każdej
chwili gotowi by iść dalej. Pełni nadziei i ja im wierzę.
Patrzę na rzeźby Ambroziaka, czytam je być może najzupełniej wbrew
intencjom twórcy, standardom interpretacji, może ich własnej prawdzie. Ale te
postacie są przecież moje, wypełniają również mój świat, więc wolno mi tak o
nich pisać, bo być może jestem jednym z nich, jak przecież każdy z nas.
