Kurator Projektu : Krzysztof Stanisławski
OPIS PROJEKTU
Na projekt „ Kim jesteśmy…, dokąd zmierzamy…?” składa się instalacja rzeźbiarsko – dźwiękowa oraz projekcje filmów animowanych. Całość pomyślana jest jako rodzaj inscenizacji na pograniczu teatru, sztuk plastycznych oraz filmu. Podstawę stanowić będzie układ specjalnie skonstruowanych ekranów o wymiarach 3x7m, który organizować będzie przestrzeń galerii, wytyczając ścieżki komunikacji . Jego przedłużeniem będą „lustra-baseny” z wodą o analogicznych wymiarach, umieszczone na posadzce pod ekranami, w których odbija ć się będą projekcje i refleksy świetlne. Wyświetlanych będzie pięć filmów wykonanych w technice komputerowej animacji 3d, z fragmentami nagrań kamerą wideo full-hd w studiu z udziałem aktorów / opis poniżej/. Całość kompozycji dopełni grupa ok. 80 rzeźb z żywicy epoksydowej, akrylowej i silikonu. W wybranych rzeźbach umieszczone zostaną mechanizmy umożliwiające im wykonywanie ruchu a punktowe oświetlenie w wyciemnionych salach galerii, eksponować będzie ich relacje z prezentowanymi projekcjami. Istotną rolę odegrają również towarzyszące każdej instalacji sekwencje dźwiękowe.
IDEA PROJEKTU
Projekt podejmuje problem przemocy w kontekście aktualnej sytuacji geopolitycznej i technologicznie zapośredniczonej komunikacji międzyludzkiej. W tym, co przyjęto uważać za wyznaczniki nowoczesności rozpoznaje strukturalne analogie do kultur pierwotnych i wypracowanych przez nie mechanizmów regulowania agresji. Rytualne przekształcenie przemocy wzajemnej w przemoc jednoczącą zorganizowane jest wokół tradycyjnej instytucji kozła ofiarnego. Za kluczową dla jej skutecznego funkcjonowania przyjmuje się kwestię podobieństwa i różnicy. Spełniająca rolę kompensacyjną ofiara musi być na tyle podobna do przedstawicieli grupy by móc ich reprezentować i zastąpić ich osądzenie, jednocześnie też musi posiadać cechy wyraźnie odmienne, aby dać się spośród nich wyróżnić. W filmach tytułową rolę odkupiciela-ofiary odegrać ma, znana z moich dotychczasowych realizacji figura humanoida – odartej z cech indywidualnych istoty człekokształtnej – monstrualnej i delikatnej zarazem. W sposób przewrotny łączę animację i wierzenia animistyczne ożywiając swoje rzeźby. „Występują” one jednak wyłącznie pod postacią lalek, manekinów prowokując do pytania o granice pomiędzy tym, co swojskie i obce, żywe i martwe, ludzkie i nieludzkie. Etyczne parabole równolegle stanowią autotematyczne podsumowanie mojej drogi twórczej – od inspiracji afrykańskimi praktykami figuratywnymi, przez ekspresyjny dialog z tradycją biblijną, po intymną obserwację wyizolowanych elementarnych relacji pomiędzy dwojgiem ludzi i monumentalne apokaliptyczne wizje losów zbiorowości. Autorskiemu komentarzowi podlega również samo nowe medium, jakim jest dla mnie , rzeźbiarza film animowany.
Planowana na rok 2017 wystawa w Galerii Sztuki „Szyb Wilson” w Katowicach będzie jednym z największych pokazów przekrojowych przez ostatnie 7-lecie twórczości Sylwestra Ambroziaka, okresu bardzo płodnego i pełnego innowacji w całym, blisko 30-letnim dorobku tego wybitnego artysty-rzeźbiarza i twórcy instalacji oraz eksperymentalnych animacji.
Ambroziak pracuje cyklami, dość rzadko powstają pojedyncze prace, a jeśli nawet to z myślą o połączeniu ich z jakimś cyklem. Niektóre ze zbiorów to zaledwie dwie lub cztery kompozycje, ale zdarzają się także bardziej rozbudowane, gromadzące po kilkanaście rzeźb.
Kolejne wystawy stanowią coraz to nowe zestawienia poszczególnych cykli, dzięki którym budowane są nowe narracje i do głosu dochodzą nowe asocjacje. Do tego zmieniają się warunki ekspozycji, dodające własne konteksty sytuacyjne i znaczeniowe. Tak było choćby na ubiegłorocznej wystawie w niezwykłych przestrzeniach Starej Kopalni w Wałbrzychu.
I tym razem mamy do czynienia z industrialną przestrzenią profesjonalnej galerii sztuki współczesnej. Jak tutaj „zagrają” czy „wybrzmią” (niektóre rzeźby rzeczywiście zaopatrzone są w urządzenia audio) w relacjach pomiędzy sobą i nowym otoczeniem. W dodatku w miejscu o takiej historii i w kontakcie z wyrobioną katowicką publicznością.
Pisząc o tych rzeźbach nie mam jednak innego wyjścia, jak potraktować je jako osobne byty, niezależne i zamknięte. Dopiero w zestawieniu z innymi, po dokonaniu ostatecznej aranżacji wystawy, ustawieniu świateł i włączeniu projektorów z filmami, oczom widzów ukażą się te prace w pełnym kontekście, nabiorą pełnego wyrazu, staną się wypowiedzią, opowieścią, poematem.
Teraz zapraszam do poznania niektórych z jego wersów…
ŁÓŻECZKO, 2015
(instalacja rzeźbiarska, łóżeczko 110x60x70 cm , rzeźba o wys. ok. 130 cm, masa bitumiczna , stal, mechanizm ruchu i dźwięku)
Jedna z najbardziej osobistych, kameralnych i pięknych prac Sylwestra Ambroziaka. Pokazywana po raz pierwszy w kontenerze na Placu Artystów w Kielcach, robiła ogromne wrażenie poprzez swoje wydzielenie, zamknięcie w wygłuszonej przestrzeni kontenera, niepozbawionej jednak swojej industrialnej, transportowej atmosfery. Tym samym zagłuszając trochę jej intymny charakter.
Jednak w przestrzeni galerii katowickiej, w znacznie większym pomieszczeniu: szarym, neutralnym, sterylnym, rzec by można, że „zagra” ze zdwojoną mocą. Bo takiej właśnie przestrzeni wymaga ta praca.
W dziecinnym kojcu ze stalowymi prętami, jak każde małe dziecko, rzeźba Ambroziaka jest ochraniana, ale i ograniczana. Dla swojego dobra, bo zaraz przyjdzie mama lub tata i będą się z nią bawili. Wtedy zniknie, mentalnie, bariera kojca. Będą zespoleni, choćby na chwilę, bo mama będzie musiała zaraz wracać do kuchni, by swojemu dziecku coś ugotować, a ojciec też tylko na chwilę oderwał się od pracy, do której musi wrócić.
Ale tak nie jest w tej sytuacji. Dziecko jest opuszczone, pozostawione, zamknięte, odosobnione. Nikt go nie odwiedzi, przytuli. Jest samo i uwięzione…
Im większa jest przestrzeń, w której prezentowana jest ta praca, tym większy ból pozostawionego dziecka, ból, którego możemy doświadczyć, wsłuchując się w jego płacz.
W Katowicach to będzie prawdopodobnie najmocniejsza, najsilniej oddziałująca na widza część całej ekspozycji.
Prawdziwy koniec tego rzeźbiarsko-filmowego poematu dla dorosłych (choć z dziećmi w
PIASKOWNICA, 2016
(instalacja rzeźbiarska, piaskownica z piaskiem, stalowa siatka ogrodzeniowa / 260x260x260 cm/, drut kolczasty, 4 polichromowane rzeźby z żywic akrylowej o wys. 110 cm)
Po raz pierwszy w pełnym wymiarze ta nowa instalacja rzeźbiarska Ambroziaka była prezentowana w Galerii Propaganda Sztuki w Łodzi. Stanowiąc centrum wystawy i oś kompozycji całości.
W zredukowanej wersji (tylko piaskownica i rzeźby w środku plus filmy animowane) pokazywana była na serii wystaw z cyklu ONCE UPON A TIME. Sztuka polskiej animacji w Wilnie, Lipawie i Rydze w tym roku (od marca do końca sierpnia). Wszędzie wzbudzała duże zainteresowanie, intrygowała.
Jednak dopiero w Łodzi wybrzmiała w pełni, wywołując wręcz szok swoim ostrą, jak użyty drut kolczasty, formą i przesłaniem. Zderzenie codziennej sytuacji: zabawy czworga dzieci, zgoda trochę za dużych i specyficznie ukształtowanych: wyglądających jak wyrośnięte embriony, w autentycznej piaskownicy z prawdziwym piaskiem, z sytuacją ekstremalną: więzienia, obozu koncentracyjnego. Szczelnie odgrodzone stalową siatką i spiralami drutu kolczastego na szczycie, uniemożliwiającymi przedostanie się ponad płotem, Ambroziakowe dzieci rozglądają się wokół z przerażeniem, ale i zdziwieniem. Nie ma mowy o beztroskiej zabawie, piasek pozostaje nienaruszony. Dzieci zastygły w niemym przerażeniu. Są zamknięte, odcięte od świata, na łasce i niełasce hipotetycznych strażników. Z drugiej strony są doskonale widoczne i widzowie mogą je oglądać z bliska, bez lęku, że mogą źle zareagować na zachowanie natrętów. Oglądane z bezpiecznej odległości i zza ogrodzenia pozostają grupką trochę dziwnych, ale mimo wszystko niegroźnych szkrabów. Nawet jeśli z jakichś powodów (jakich? – artysta nie wspomina) zamknięto je za drutami. Pewnie dla ich dobra…
Bez tej instalacji, premierowo prezentowanej w łódzkiej galerii, cała ekspozycja byłaby tylko kolejnym pokazem zestawu różnych dzieł Ambroziaka z ostatnich lat. Wraz z „Piaskownicą” cały zestaw rzeźb ma inny wymiar i wymowę, układa się w odmienny, ostrzejszy, bardziej radykalny przekaz.
SZKLANE PACIORKI – EKSHUMOWANE
2011
4-częściowy cykl rzeźbiarski, żywica epoksydowa, długość każdej rzeźby ok. 180 cm
Relację z premierowego pokazu nowej instalacji rzeźbiarskiej Ambroziaka w Ostrołęce można było tak mniej więcej rozpocząć: „na skwerze w centrum miasta podczas wykopalisk archeologicznych odnaleziono szczątki „homo ostrolensis”. Wykop zabezpieczono, odnalezione ciało umieszczono na specjalnej rampie, a nad dołem ustawiono drewniany pomost, by ułatwić oglądanie znaleziska. Nagie ciało w kolorze czerwonym leżało na plecach z lekko podkurczonymi nogami, miało częściowo zmiażdżoną czaszkę”.
Sensacyjne znalezisko okazało się nową realizacją Sylwestra Ambroziaka, przygotowaną w ramach Festiwalu 3M w Ostrołęce.
„Odkopana” rzeźba z Ostrołęki stanowi początek cyklu rzeźb pt. „Szklane paciorki”. Część tej serii to cztery czarne, pomalowane partiami na szaro, leżące postaci, jakby niedawno ekshumowane.
To znów dzieci, z ledwo wykształconymi oczami, nosem i ustami, z ramionami wyciągniętymi wzdłuż tułowia z lekko ugiętymi w kolanach nogami. Czarne, jakby zalane lawą szczątki dzieci z Pompei lub Herkulanum.
Śmierć najpewniej zaskoczyła je we śnie, dlatego mają łagodny wyraz twarzy, emanujący nieziemskim spokojem.
CZASZKI
2013
Dwuelementowa kompozycja, żywica epoksydowa, płótno,/ czaszki 210×200 x210 cm, na jednej z nich umieszczona zostanie rzeźba Kroczący wys.160 cm/
Instalacja – performance „Delikatność”
Olbrzymie, syntetyczne czaszki są puste w środku. Być może wypełnia je czas, być może w ich przestronnych komorach zrównają się tak różne czasy, jak ten miniony i ten, który dopiero nastąpi. Pomieszczą zarówno dusze utracone, jak i te, które nie mogą odejść lub nie mogą się narodzić, uformować, obrosnąć ciałem, obrócić w godną biografię. Dwie olbrzymie czaszki, a ani jednej głowy. Życiorysy domykają się i kurczą do rozmiarów wzmianki, listy najbardziej kluczowych oznak bytności. Pałace upadają, żeby za dnia świecić szczątkami i nasuwać mętne wspomnienia swojej świetności, a nocą dawać schronienie sarnom i wilkom. Albo wystają z ziemi jako trofea danego regionu, świadczące o tym, że w przeszłości los się do kogoś uśmiechnął w tych stronach i pozwolił „dobrze się urodzić”. Może coś z tej łaski skapnęło na inne domy, może kiedyś one się rozwiną, zakwitną jak jasnota lub wyprężą jak baobab. Tymczasem sztuczne czaszki pozostają nieruszone, takie same, dwie, olbrzymie. W starożytnym Egipcie jedynie arystokracja mogła sobie pozwolić na mumifikację. A tylko mumifikacja zwłok zapewniała duszy nieśmiertelność. Każdy organ poddawany był temu procesowi osobno, ale czaszka zachowywała twarz. W dzisiejszych czasach chyba wyłącznie książęta ciemności stać na tak wyskokowy i twarzowy transport do wieczności. Sztucznej czaszce nie potrzeba twarzy, bo towarzyszy jej druga czaszka. A ich zdwojona pustka zrymuje się z każdą, nawet hipotetyczną, niczym nie wyróżniającą się duszą. Czy czaszkom może brakować mózgu, dorównującego wizjonerstwem ich rozmiarom? Zamiast odpowiedzi proponuje się mumifikację, przeprowadzaną w czasie rzeczywistym. Mumifikowanie olbrzymich, bliźniaczych czaszek jako toast za to, co w tej samej mierze przerasta najśmielsze sny filozofów, jak i najskrytsze żądze brutalnych najeźdźców.
Warszawa, maj 2015
Andrzej Szpindler
NIEINIĄTKA
2007
Masa silikonowa, wys.190 cm , 6 szt. oraz 80x70x35 cm/ 26 szt./
Ostatnie prace są inne. Jakby wypowiedź stała się bardziej kategoryczna i niepokojąca. Kilkanaście figur umieszczonych w przestrzeni galerii przywołuje skojarzenia ze spektaklem, wikłającym postacie w sieć wzajemnych relacji. Rzeźby Ambroziaka są „społeczne”: dobierają się w pary, egzystują w grupie. Bycie w „relacja do”, jakaś bezgłośna komunikacja jest ich środowiskiem naturalnym. W tym wypadku jednak mamy do czynienia z bardziej rozbudowanym układem: figury wiąże opowieść. Przestrzeń galerii przekształca się w instalację. Staje się przestrzenią sceniczną Sceną dramatu. Sceną śmierci. Stajemy wobec rozgrywającej się sztuki opartej o scenariusz, który nie do końca zrozumiemy. Mniejsze postacie (lalki? dzieci?) obu płci, o wyraźnie zaznaczonych genitaliach, leżą na podłodze, z rozłożonymi nogami. Większe, stoją lub siedzą, patrząc na małe lub na siebie nawzajem. To, co dzieje się między figurami nie jest do końca jasne, jednak aspekt seksualny jest dość wyraźny. Jest też coś niepokojącego, jakieś dramatyczne napięcie obecne w całym przedstawieniu. Nie wiemy, czy chodzi o dominację większych, silniejszych nad bezbronnymi? Czy relacje między postaciami podszyte są agresją, wrogością, czy może jednak jest to obojętność? Czy jedni pilnują drugich, czy może ich chronią?. Czy na podłodze leżą porzucone lalki? Czy to może dzieci? Nie jest to jasne. Czujemy się nieswojo w tej ludzko nieludzkiej przestrzeni wypełnionej szarymi, różowymi, białymi postaciami.
Nie tylko ten rozbudowany układ przestrzenny i związana z nim niepokojąco drażniąca historia, zwraca uwagę w ostatniej realizacji Sylwestra Ambroziaka. Artysta wykonał postacie z nowego materiału – silikonu. Silikon jest miękki, cielesny, seksualny. Ale przede wszystkim sztuczny (co to dziś tak naprawdę znaczy?…). Ta ambiwalentna natura silikonu wprowadza dodatkowy kontekst jeśli odwołamy się do wcześniejszych prac artysty wykonanych z drewna czy brązu. Sytuacja stworzona przez Ambroziaka opowiada o ciele, seksualności i jej dopełnieniu czyli śmierci. Patrzymy na krąg postaci połączonych skomplikowaną zmysłowo-seksualną relacją. Możemy jedynie snuć przypuszczenia na temat tego unieruchomionego w rzeźbiarskim bezruchu spektaklu.
Warszawa 2007
Magdalena Wichierkiewicz
Od 2010 Sylwester Ambroziak rozszerzył zasób swoich środków wyrazu o film animowany, eksperymentalny, skrajnie autorski, opierający się na stworzonych przez niego rzeźbach. Projekty są skanowane za pomocą specjalnego urządzenia 3D i poddawane trudnemu procesowi zdjęć poklatkowych, a następnie ich animacji.
Powstają dzieła filmowe całkowicie oryginalne, nie znające wzorów w całej historii animacji, gdyż pomimo pozorów, iż mamy do czynienia z animacją lalkową o bardzo długiej tradycji (nota bene jej prekursorem był Polak Władysław Starewicz, który rozpoczął swoje eksperymenty w tej dziedzinie w Kownie). Jednak Ambroziak i Stępniak nie animują lalek, lecz rzeźby, dzieła sztuki, które zostały zeskanowane i uruchomione. Odmienna jest filozofia tego działania: film, powiedzmy dzieło sztuki, choć najczęściej animacja lalkowa jest domeną filmów dla dzieci, „dobranocek”, ale zdarzają się wyjątki, jak np. w przypadku braci Quay, wykorzystuje do produkcji lalki czy kukiełki jako materiał, zwykle „nieartystyczny”, natomiast w przypadku Ambroziaka możemy mówić o drodze w przeciwny kierunku: o wzbogaceniu dzieła sztuki-rzeźby o możliwości ruchu, akcji etc., czyli środki właściwe filmowi animowanemu o bardzo wyraźnych walorach dzieła sztuki, a nie tylko kinematografii.
POKÓJ
eksperymentalny film animowany, 2010
W pierwszym eksperymentalnym filmie animowanym Ambroziaka pt. „Pokój” (2010) mamy do czynienia z animacją lalkową w przestrzeni 3D. Rzeźby Ambroziaka, a właściwie projekty rzeźb, przygotowane specjalnie na potrzeby filmu, zostały zeskanowane za pomocą skanera 3D i ich wirtualny obraz poddano animacji komputerowej, wykorzystującej jednak tradycyjną technikę lalkową.
Autorem animacji, powstałych w oparciu o ideę i projekty rzeźbiarskie Sylwestra Ambroziaka, jest Grzegorz Stępniak, malarz, scenograf, tworzący interaktywne wizualizacje 3D, absolwent Wydziału Malarstwa oraz Multimediów ASP w Warszawie.
„Pokój” jest próbą rekonstrukcji różnych wariantów społecznego zachowania jednostek zamkniętych w abstrakcyjnym pomieszczeniu o przezroczystych ścianach. Siedem postaci, ustawionych w szeregu i ósma stojąca trochę z boku. W pierwszym ujęciu widzimy właśnie tę postać: ma pochyloną głowę, twarz doskonale bez wyrazu, słyszymy westchnienia, ale i nieokreślony gwar dobiegający z zewnątrz. Za chwilę kamera cofnie się, by pokazać wszystkich uczestników dramatu. Stoją nieruchomo tylko przez chwilę, zaczynają się rozchodzić, ruszają do przodu, rozpoznają teren. Są zamknięci, to pewne, jednak naturalnie szukają dróg wyjścia.
W następnym ujęciu, z góry, dowiadujemy się, że bohaterowie są obserwowani poprzez lustro weneckie, znajdują się pod kontrolą niewidocznego dla nich obserwatora.
Za chwilę kamera wraca na dół, filmuje zaniepokojenie bohaterów, którzy wykonują różne ruchy, patrzą jeden na drugiego, szukając aprobaty dla swoich działań. Zbliżają się do szklanej ściany, oddzielającej ich od świata. Dotykają jej plecami, osuwają się w dół, siadają, starają się ją obłaskawić. Każdy robi to na swój sposób, ale niepokój narasta, słyszymy potęgujący się szum. Wygląda na to, że są całkowicie odizolowani, zamknięci, że nie ma wyjścia. Jeden, ten stojący zwykle z boku, najśmielszy, Prowodyr, zaczyna obmacywać szklaną ścianę, opiera się o nią całym ciałem, w końcu uderza w nią głową – słyszymy głuchy łoskot, ściana jest twarda, nie do przebicia. To staje się oczywiste dla wszystkich. Nadchodzi pora rozstrzygnięcia.
Cofają się do punktu wyjścia, nabierają powietrza w płuca, ustawiają w szeregu, wewnętrznie przygotowują… Znów mają opuszczone głowy, znajdują się w sytuacji ostatecznej, czują, że za chwilę dojdzie do decydującego aktu, widzimy to po ich twarzach bez wyrazu, gdy powoli podnoszą głowy. Z narastającym, dramatycznym krzykiem, ni to ludzkim, ni ptasim, z impetem ruszają do przodu, by roztrzaskać głowy o szklany mur. Znów najpierw ruszył Prowodyr, a za nim wszyscy pozostali…
Ich nieruchomiejące ciała leżą teraz pod ścianą. Skoro w żaden sposób nie można było opuścić Pokoju, nie było sensu poddawać się i żyć w zamknięciu.
BARANEK, 2011
(eksperymentalny film animowany)
Ten film Ambroziaka, już drugi w jego karierze, powstał w 2011 we współpracy z animatorem Grzegorzem Stępniakiem (podobnie jak pierwszy pt. „Pokój”, o rok wcześniejszy). O ile jednak pierwszy, składał się właściwie z jednej sekwencji z kilkoma ujęciami, o tyle w drugim mamy do czynienia z czterema rozbudowanymi sekwencjami, z kilkuwątkową narracją obrazowo-sytuacyjną, z wieloma zróżnicowanymi bohaterami. „Baranek” to film bogatszy, dużo dłuższy, bo ponad 16-minutowy, wprowadzający elementy koloru, z rozbudowaną warstwą muzyczną.
Każda sekwencja rozpoczyna się tak samo: widzimy twarz, a później całą postać Pasterza z Barankiem na ramionach, obaj bohaterowie są jednością, jakby idealnie zespoloną figurą, składającą się z dwóch ciał, darzących się pełnym zaufaniem i miłością, co można odczytać z ich gestów. Pasterz podchodzi do tajemniczego sześcianu o częściowo lustrzanych, a częściowo przezroczystych ścianach. Zbliża twarz do ściany, jednocześnie przeglądając się w lustrze i zaglądając do środka.
Pierwsza sekwencja poświęcona jest Śmierci. Wewnątrz sześcianu, na podłodze ułożone są ciała przykryte całunami. To kształty, przypominające rzeźby z jednego z wcześniejszych cykli Ambroziaka pt. „Szklane paciorki”.
Na ścianach widzimy cień ogromnego kruka, strażnika umarłych. Ten motyw, jeden z archetypów kultury europejskiej, ale nie tylko, także japońskiej i indiańskiej, najczęściej miał pozytywne znaczenia – kruk był strażnikiem, symbolem mądrości i tajemnicy, miał związek ze śmiercią, ale także w pozytywnym sensie np. w mitologii greckiej przyczynił się do narodzin Asklepiosa. W tradycji chrześcijańskiej postrzegany był jako symbol jednoznacznie negatywny: nieczystości, szatana i pogaństwa . Do tej czarnej legendy nawiązuje też Ambroziak, którego kruk w pełni zasługuje na przypisywane mu złe instynkty. Jedna z postaci na ziemi porusza się i odchyla całun. Wystarczył moment, by kruk roztrzaskał jej głowę swoim ogromnym dziobem. Jest wszakże strażnikiem ostateczności, w której nie może być żadnych wyjątków, ani odstępstw.
Druga sekwencja przedstawia spotkanie Pasterza i Baranka z trójką tajemniczych postaci. Sadząc po tym, że są spętane i klęczą, mamy do czynienia z Męczennikami, a właściwie Męczennicami. Pasterz stawia żałośnie beczącego Baranka na ziemi. To konfrontacja z męczeństwem. Jedna z postaci płacze, druga schyla głowę, oddają hołd Barankowi.
W trzeciej sekwencji filmu pojawia się kolor. Już przyzwyczailiśmy się do świetlistej szarości postaci i tła, gdy nagle widzimy różową postać z jaskrawo pomalowanymi na czerwono ustami. To ludzki embrion z niewykształconymi do końca kończynami, być może w wyniku jakiegoś błędu genetycznego lub wypadku. Różowa lalka leży na plecach, przywołując, momentami wręcz w lubieżny sposób swoimi zmysłowymi ustami i waginą, stojącego nad nią Pasterza.
Czwarta, finałowa sekwencja rozpoczyna się tak samo, jak poprzednie, ale w przeszklonym boksie, pokoju, do którego wkracza Pasterz z Barankiem, nikogo oprócz nich nie ma. Baranek staje na ziemi, a Pasterz klęka i po chwili na kolanach zbliża się do zwierzęcia. W pewnym momencie z góry przebija się do środka snop jasnego, nieziemskiego światła. Pasterz zadziera głowę i patrzy prosto w górę. To moment maksymalnego skupienia, połączenia z Niebem i ostatecznej decyzji. Za chwilę widzimy, że Pasterz rozcina swoją pierś, znów bardzo dobitnie pojawia się kolor – jaskrawoczerwona krew wylewa się z rany i tworzy kałużę wokół jego kolan. Złożył sam siebie w ofierze, nie potrzebuje Baranka, by odbyć akt Ofiary. Najwyższej.
ŁĄKA, 2012
(eksperymentalny film animowany)
Trzecia animacja w dorobku filmowym Ambroziaka jest dziełem jeszcze bardziej złożonym, niż w przypadku „Pokoju” i „Baranka”, ale o radykalniejszej wymowie. Stanowi kolejny dowód na potwierdzenie tezy o radykalizacji postawy artysty w ostatnich latach, jaką stawia część krytyki, w tym niżej podpisany.
Tak jak w młodości, gdy tworzył szokującą profesorów warszawskiej ASP i publiczność pracę dyplomową pt. „Kuszenie św. Antoniego”, tak i dziś, w wieku dojrzałym artysta uznaje chyba, że wszelkie kompromisy i łagodny, poprawny politycznie przekaz nie ma dla niego głębszego sensu, więc z niego rezygnuje.
Mówi głośno i dobitnie za pomocą swoich dzieł, czasem krzyczy, buntuje się przeciwko konwenansom i burzy przyzwyczajenia. Nawet jeśli jest to postawa nieakceptowana przez większość, nawet jeśli stanowi źródło nieporozumień czy konfliktów, najczęściej zresztą nie mających podłoża artystycznego, trzeba zauważyć, że charakteryzuje twórczość wybitnych artystów i dzieła naprawdę dużego formatu.
Rozpoczyna „Łąkę” sekwencja o walorach filmu abstrakcyjnego lub naukowego, prawdziwy „balet komórkowy”. Obserwujemy mikroskopowe zdjęcia powstawania życia. Zderzone z głośnym angielskim przemówieniem z offu jakiegoś amerykańskiego kaznodziei na temat życia poczętego.
W drugiej sekwencji filmowej obserwujemy człekopodobny twór, typowy dla stylu rzeźb Ambroziaka, który „odgrywa” rolę płodu. Na bardzo jaskrawym czerwonym tle, które powoduje, że mamy wrażenie niemal trójwymiarowej przestrzeni, zwłaszcza przy równie ostrym, szarym kolorze rzeźby-płodu, widzimy ciało unoszące się – jak można się domyślać – w wodach płodowych, w przestrzeni naturalnej, ale poprzez kolorystykę – abstrakcyjnej. Delikatne ruchy płodu i jego przemieszczanie się jest filmowane z różnych perspektyw, by oddać wrażenie zawieszenia w przestrzeni i czasie.
Następna sekwencja ukazuje idylliczny obraz łąki, filmowanej z bardzo niskiego poziomu, tuż przy ziemi. Kamera zdaje się przedzierać przez morze traw, kwiatów i chwastów. Te piękne, spokojne kadry uspakajają widza, uwodzą swoim urodą i soczystymi barwami.
W typowym dla siebie sposób Ambroziak gwałtownie niszczy jednak ten rajski obraz i nastrój. Kamera na chwilę ulatuje do góry i dostrzegamy pośród traw czarne plamy wykopanych dołów. Za chwilę – już z perspektywy wnętrza dołu – widzimy spadające do środka ciała. To znów, jak w przypadku płodu, typowe dla całej twórczości rzeźbiarskiej humanoidy, dziesiątki, może setki ciał. Masa trupów zrzucanych systematycznie na samo dno.
Zdjęcia te nie mogą nie przypominać fragmentów jednego z najbardziej drastycznych dokumentów w historii, nakręconych przez Brytyjczyków i Amerykanówna terenach wyzwalanych obozów koncentracyjnych w Niemczech, wyświetlanych m. in. podczas procesu norymberskiego, jako jeden z dowodów unaoczniających bestialstwo Niemców w czasie II wojny światowej. Oczywiście, kadry dokumentalne mają inną, nieporównanie mocniejszą siłę oddziaływania na widza, a tu mamy do czynienia z wykreowana, sztuczną, cyfrową animacją. Jednak, biorąc pod uwagę wszystkie różnice, efekt wizualny: wstrząsający, tragiczny, odnoszący się do wrażliwości widzów w sposób skrajnie emocjonalny, jest podobny. A zdjęcie z góry stosu ciał w stalowo-ołowianym kolorze należy uznać za jedno z najbardziej wstrząsających we współczesnej animacji polskiej. Choćby tym jednym kadrem, Ambroziak-filmowiec zapisuje się chlubnie w dziejach naszego kina eksperymentalnego.
Za chwilę na stos ciał spadną pierwsze grudki ziemi. Komuś zależy na zatarciu śladów zbrodni. Nie wiemy komu, nie wiemy, kto jest sprawcą. Zresztą to chyba nieważne. Twórcy filmu chodzi bardziej o zaznaczenie tragizmu ludzkiej egzystencji: od narodzin do śmierci. I wykazanie, że jest to proces naturalny, przyrodniczy.
W finałowej sekwencji Ambroziak pokazuje równo zaorane pole nad zasypanymi dołami. Wkrótce wyrośnie na nim trawa i powstanie nowa łąka…
MESJASZ, 2013
(eksperymentalny film animowany)
W trzecim swoim filmie Ambroziak postanowił nawiązać i dokonać animowanej rekonstrukcji własnego performance’u z 1984 pt. „Ja też (wybrałbym) Barabasza”, przeprowadzonego na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Tym filmem artysta powraca do swoich pierwocin, do pierwszych działań. W tym przypadku mowa o akcji-performance sprzed 30 lat, a więc z czasów jeszcze studenckich, kiedy twórca był bardzo radykalny w swoich działaniach.
Widzimy pracownię rzeźby warszawskiej ASP, profesorów i kolegów Ambroziaka, widzimy również jego samego, jako studenta przygotowującego się do preformance’u. To rekonstrukcja dokonana na podstawie wspomnień, zdjęć z epoki, dzisiejszych wnętrz z dodatkiem elementów dawnych. Niezwykłe zadanie dla twórcy filmowego.
Warstwa dokumentacyjna to jednak tylko punkt wyjścia dla rozważań natury ogólnej, do przesłania tamtego performance’u sprzed ponad 30 lat i całej dotychczasowej twórczości Ambroziaka.
Artysta powraca do swoich początków, do domu, i jednocześnie do naszych kulturalnych, chrześcijańskich archetypów.
Proponuje też widzom, by na chwilę przystanęli, by zastanowili się nad światem wokół i sobą samymi, by zauważyli te proste, najprostsze, jak dekalog, wzory i zasady, jakimi powinniśmy się kierować na co dzień. Sztuka Ambroziaka stawia przed sobą także takie cele. Przypomina, choć może nie od razu chce wychowywać? Zawsze sobie takie cele stawiała i może dlatego jest tak ważka.
Pamiętajmy jednak, że Sylwester Ambroziak tworzy wciąż jedno dzieło, bez względu, czy są to rzeźby, instalacje, czy filmy. Wciąż tworzy różne prace, ale dokonując wyboru konkretnych rzeźb i filmów na wystawę, tworzy też osobną wypowiedź zbudowaną z różnych elementów.
W Katowicach, gdzie artysta już kilkukrotnie wystawiał, będzie to wypowiedź szczególna. Poemat o samotności, walce w obronie inności, jednym słowem, poemat o bardzo poważnych sprawach, poemat wyciszony, rozgrywający się w szarych ścianach, by nic nie zakłócało ważkości przekazu.
Warszawa, grudzień 2016
Krzysztof Stanisławski
