Anna Podsiadły
„Niewiniątka. Sylwester Ambroziak”, Kwartalnik Rzeźby „Orońsko” nr 2/71/ 2008, str. 9 -11
Rzeźby – postacie Sylwestra Ambroziaka są jednocześnie symboliczne i realistyczne, ładne i brzydkie, jednostkowe i zgrupowane, szorstkie i gładkie, małe i duże, silne i słabe. W widzu wywołują odczucia pozytywne i negatywne. Tych krańcowych określeń można by wymieniać wiele. Jest jednak coś, co pozostaje niezmienne we wszystkich pracach artysty – pewne, nieokreślone do końca odczucie samotności każdej ludzko-podobnej postaci z jego świata. To piętno samotności przywodzi mi na myśl tajemniczy i magiczny obraz rzeczywistości w powieści Sto lat samotności. Gabriel Garcia Márquez przedstawił w niej wielopokoleniową sagę kreolskiego rodu Buendia. Fikcyjne, kolumbijskie miasteczko Macodno stało się tłem dla wzlotów i upadków na przestrzeni życia siedmiu pokoleń jednej rodziny. Jest w tej powieści coś, co w moim odczuciu towarzyszy rzeźbiarskim kreacjom Ambroziaka. To – historia, która kręci się w koło, o ludziach, których tak naprawdę nie znamy, ale mamy wrażenie, że są nam bardzo bliscy.
Rzeźby artysty powstające na przestrzeni wielu lat jego działalności tworzą silnie zindywidualizowaną grupę, oczywiście jako całość dorobku. Uczestniczą w świecie bez czasu, albo mówiąc inaczej w rzeczywistości, gdzie czas nie płynie, lecz krąży w koło, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością. Atmosferę prac buduje realizm połączony z charakterystyczną dla artysty fantastyką. Niby – ludzie Ambroziaka, podobnie jak u Márqueza fikcyjni bohaterowie, im bardziej są normalni tym mocniej widzimy ich zjawiskowość. W relacjach społecznych trudno jest dociec, kto jest kim dla kogo. I artysta i pisarz budując swoje postacie koncentrują się na każdej z nich, tak jak to dzieje się w przypadku ludzi, których mamy okazję spotkać, poznać, dzielić z nimi życie. Międzyludzkie zależności – społeczne, partnerskie, wynikające z układów i wszelkie inne – zawsze są spotkaniem człowieka z człowiekiem, oczywiście na różnych płaszczyznach. Artysta rejestruje i dokumentuje swoje refleksje będące wynikiem tych, oraz wszystkich innych ludzkich spotkań. Ambroziak wychodzi w stronę drugiego człowieka. W wielu swoich pracach analizuje problemy zła i przemocy, prześladowanego i ofiary, bliskości i samotności, smutku, ale też humoru, pierwotnej witalności i skostnienia, seksualności i płciowej obojętności …. sięgając do podstawowej idei człowieczeństwa, świata prostych gestów i prostych relacji. Mimo syntezy formy i wielu uogólnień świat rzeźb Ambroziaka do prostych nie należy. Nie ma w nim wyraźnych opozycji i napięć, nie ma uwikłań w mechanizmy, choć widzimy często rozbudowane grupy, nie ma wyraźnego rozgraniczenia na silnych i słabych, choć to temat mocno przez artystę eksplorowany, nie do końca wiadomo, jakiego rodzaju dialog toczą postacie pomiędzy sobą. Mimo wielu niewiadomych wszystko wskazuje jednak na prostą refleksję, że jesteśmy tylko ludźmi i tak naprawdę nie różnimy się od siebie. Mimo to, każdy z nas jest jedynym, niepowtarzalnym egzemplarzem gatunku. Człowiek Ambroziaka jest bardzo autentyczny w swoim jestestwie. Zawsze nagi, lecz nie wstydliwy i nie wulgarny w swojej seksualności, zwyczajny a jednak inny, charakteryzujący się zunifikowaną fizjonomią, ale emocjonalnie o różnym zabarwieniu, jednocześnie i bliski i daleki, tkwiący w tłumie, a jednocześnie napiętnowany samotnością. Zwłaszcza owa samotność ujawnia się wyraźnie w oglądzie postaci, w jej enigmatycznej twarzy z wyłupiastymi, patrzącymi w głąb ciała oczyma. Zapis całej sylwetki postaci ujawnia spojrzenie artysty na ciało ludzkie, którym obok pewnej deformacji rządzi synteza formy i wyolbrzymianie genitaliów. Akcent zawsze spoczywa na nieproporcjonalnie większej głowie, tak jakby wszystko inne jej właśnie było podporządkowane. Niższe partie ciała są upozowane w przysiad, przyklęk, skręt albo zastygły bezruch. Celowo ociosane, rudymentarne w formie. Potraktowanie głowy wskazuje na niewidoczną energię wewnętrzną, potencjał duchowy. Potencjał ten, niesie ze sobą treści, które widz może sam wpisać w widziany obraz. W tym ujęciu rzeźbiarska postać zdaje się bardziej być znakiem człowieka (ideą współczesnego człowieczeństwa), niż jego figurą, mimo naocznych podobieństw anatomicznych.
Treści prac Ambroziaka ujawniają ich narracyjne tytuły. Warto zwrócić szczególną uwagę na hasła, jakie nadaje artysta swoim wystawom indywidualnym. Nazewnictwo tych prezentacji doskonale wskazuje na jego obszar zainteresowań; by wymienić tylko kilka z nich: Szalony koń, Energia wewnętrzna, Te postacie są nam znane, a ich gesty są nam bliskie, Wewnętrznie Cię przypominam, Wszystko, co najważniejsze, wszystko, co najpiękniejsze, Nowy człowiek … Zagadnienia podejmowane przez Ambroziaka to stricte humanistyczny obszar zjawisk. Można powiedzieć, iż tworzy rzeźby antropologiczne. Człowiek – jak mówi artysta – nie jest jednoznaczny, natura ludzka jest złożona i ten wachlarz wieloznaczności najbardziej mnie interesuje w sztuce. (…) Bliskie jest mi myślenie Dostojewskiego o człowieku w całej jego złożoności, wieloaspektowości, mnogości problemów.
Tytułowe Niewiniątka w orońskiej Oranżerii w sposób dość jednoznaczny kojarzą się z nakazem rzezi wydanym przez Heroda. Prace z tej serii stylistyką nie odbiegają od uprzednich rzeźb Ambroziaka. Zmianie uległ jedynie materiał. Naturalne szorstkości i chropowatości drewna zastąpiły sztuczne silikonowe odlewy z widocznymi spoinami łączeń. Słowo niewinność, niewinny odnosi się najczęściej do dzieci. Często słowo to staje się synonimem naiwności, infantylności, bezbronności, nieporadności. Niewinność jest też nieświadomością zła w otaczającym świecie. Odzyskanie niewinności po upadku człowieka nie oznacza powrotu do stanu niewinności, w którym znajdowali się Adam i Ewa, żyjąc w raju ziemskim przed popełnieniem grzechu pierworodnego. Bohaterowie spektaklu obecnej wystawy artysty podzieleni zostali na dwie oddzielne grupy. Jedna symbolizująca pierwotną niewinność – przedstawia grupkę dzieci zajętych grą. Druga oznaczająca utraconą niewinność niepokojąco porusza wyobraźnię obserwatora. Nad leżącymi silikonowymi maluchami w kolorach bladego różu, szarości i popiołu górują dorosłe postacie zastygłe w bezruchu. Silikonowe dzieci nie wydają się być szczególnie niewinne ani bezbronne. Te leżące, zdają się być martwe lub uśpione. Sytuacja przedstawiona daje przynajmniej kilka możliwości interpretacyjnych, pozostając zagadnieniem otwartym dla kontemplującego ją widza. „Stan niewinności” odbierany jest obecnie bardziej w opozycji słów winny – niewinny, niż jako czystość duszy – prawej, powściągliwej, prostej i wolnej od zła. Pytanie artysty o współczesną wymowę terminu pozostaje pytaniem otwartym, a zaaranżowana na wystawie sytuacja skłania do szukania na nie odpowiedzi.
