Krzysztof Stanisławski „POEMAT DLA DOROSŁYCH W SZARYCH ŚCIANACH”, katalog wystawy „DISTANT WORLD”,Ośrodek Propagandy Sztuki, Miejska Galeria Sztuki, Łódź 2016

POEMAT DLA DOROSŁYCH W SZARYCH ŚCIANACH

Wystawa w Galerii Instytutu Propagandy Sztuki w Łodzi jest jednym z największych pokazów przekrojowych przez ostatnie 7-lecie twórczości Sylwestra Ambroziaka, okresu bardzo płodnego i pełnego innowacji w całym, blisko 30-letnim dorobku tego wybitnego artystyrzeźbiarza i twórcy instalacji oraz eksperymentalnych animacji. Ambroziak pracuje cyklami, dość rzadko powstają pojedyncze prace, a jeśli nawet to z myślą o połączeniu ich z jakimś cyklem. Niektóre ze zbiorów to zaledwie dwie lub cztery kompozycje, ale zdarzają się także bardziej rozbudowane, gromadzące po kilkanaście rzeźb. Kolejne wystawy stanowią coraz to nowe zestawienia poszczególnych cykli, dzięki którym budowane są nowe narracje i do głosu dochodzą nowe asocjacje. Do tego zmieniają się warunki ekspozycji, dodające własne konteksty sytuacyjne i znaczeniowe. Tak było choćby na tegorocznej wystawie w niezwykłych przestrzeniach Starej Kopalni w Wałbrzychu. Teraz mamy do czynienia ze sterylnymi wnętrzami profesjonalnej galerii sztuki współczesnej. Jak tutaj „zagrają” czy „wybrzmią” (niektóre rzeźby rzeczywiście zaopatrzone są w urządzenia audio) w relacjach pomiędzy sobą i nowym otoczeniem. W dodatku w miejscu o takiej historii i w kontakcie z wyrobioną łódzką publicznością.

Pisząc o tych rzeźbach nie mam jednak innego wyjścia, jak potraktować je jako osobne byty, niezależne i zamknięte. Dopiero w zestawieniu z innymi, po dokonaniu ostatecznej aranżacji wystawy, ustawieniu świateł i włączeniu projektorów z filmami, oczom widzów ukażą się te prace w pełnym kontekście, nabiorą pełnego wyrazu, staną się wypowiedzią, opowieścią, poematem. Teraz zapraszam do poznania poszczególnych jego wersów…

(BIAŁE) OPUSZCZONE (WISZĄCE), 2010

(żywica epoksydowa, polichromia, system wprawiający wiszące rzeźby w powolny ruch wirowy, wys. 300 cm)

Projekt Sylwestra Ambroziaka pt. „Opuszczone” (2010-11), jest dziełem zupełnie odrębnym w całej dotychczasowej twórczości artysty. Obejmuje instalację multimedialną, na którą składają się cztery grupy rzeźb figuralnych z barwionej żywicy epoksydowej.

Figury, przedstawiające istoty dziecięce, są zestawione w pary. Ukazane w przysiadzie, stykają się plecami, odwrócone od siebie, ale także wzajemnie się wspierające. Grupy rzeźbiarskie są podwieszane i dzięki specjalnie zaprojektowanemu mechanizmowi ruchowymi – powoli wirują. Oprócz walorów czysto artystycznych, trzeba zwrócić uwagę na przesłanie „Opuszczonych”: uniwersalne, humanistyczne, dramatyczne. Artysta porusza problem alienacji, opuszczenia, samotności, powszechnie występujący w naszej Globalnej Wiosce, jakby na przekór powszechności massmediów, wielu środków komunikacji, internetu, portali społecznościowych itd. Przykładem najbardziej bezpośrednim i bolesnym jest problem „eurosierot”, którego źródła należy upatrywać w procesie nierównomiernego rozwoju ekonomicznego społeczeństw Europy, wymuszającym migracje zarobkowe. Prace Ambroziaka odnoszą się nie tylko do kwestii społecznych, mają też wymiar głębszy – są przyczynkiem do ogólniejszych rozważań na temat osamotnienia nie tylko dzieci i młodzieży, ale wszystkich pozostawionych sobie samym, opuszczonych. Figury z tego cyklu ukształtowane są, jak się wydaje, według wizerunku embrionu ludzkiego w ok. szóstym tygodniu rozwoju, znanego na podstawie zdjęcia USG lub wyglądu po samoistnym poronieniu w tym właśnie czasie. Gdyby nie wydłużone kończyny, można by mówić, że Ambroziak starał się wyrzeźbić embriony, którym nadał ponadludzkie wymiary i nienaturalną, ale neutralną – białą barwę. Krytycy są dość zgodni, że białe, wiszące „Opuszczone” to, jak dotąd, najwybitniejsze pod względem artystycznym i możliwości oddziaływania, dzieło Sylwestra Ambroziaka. Mobilne dzieło rzeźbiarskie, atakujące nasze zmysły na wielu płaszczyznach, dzieło pełne. Złączone plecami embriony Ambroziaka unoszą się wysoko nad podłogę galerii, ulatują, trochę zagubione, nieobecne, ale wyodrębnione światłem punktowym, obracające się i rzucające wokół cienie. W centrum, wiszące na mniejszej wysokości, embriony-matki, kręcące się na stalowych linkach, stanowią dopełnienie tego wizualnego spektaklu. Poniżej, na podłodze znajdują się mniejsze embriony.

LALECZKI, 2009

(żywica epoksydowa, polichromia, system audio, wmontowany w usta rzeźb, wys. 300 cm)

Cykl czterech dużoformatowych rzeźb z żywic epoksydowych, pomalowanych jaskrawymi farbami, to najstarsze prace Sylwestra Ambroziaka na wystawie, właściwie jedne z pierwszych, wykonanych w technologii żywic epoksydowych. Do tej pory artysta wykonywał tych rozmiarów rzeźby z wykorzystaniem tradycyjnych materiałów: drewna (np. „Szczepan”, 1990), brązu (zwłaszcza „Płacząca I” i „Płacząca II” z 1990-91, wykonane w ramach NOTORO Symposion w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, a zwłaszcza „Jeździec polski”, 1991-93), bądź piaskowca (np. „Stojący na głowie”, pomalowany na różowo). Dzięki nowej technologii Ambroziak mógł zmniejszyć wagę rzeźb oraz dostosować je lepiej do warunków prezentacji na zewnątrz, a także wzbogacić o nowe elementy, których nie mógłby raczej dodać do rzeźb drewnianych, brązowych czy kamiennych. W przypadku „Laleczek” tym uzupełnieniem są systemy audio, które artysta zamontował w ustach figur. Dzięki nim figury „śpiewają”, intrygując widzów nie tylko swoim widokiem, lecz także przedziwnymi dźwiękami pierwotnych pieśni, wydobywającymi się z ich ust. Elementy audio zamontował artysta „Laleczkom” w ostatnich latach. W tym okresie rzeźby uległy jeszcze innym przeobrażeniom. Tym razem „in minus”. Pierwotnie „Laleczki” były grupą mieszaną: dwie rzeźby męskie z okazałymi członkami w półwzwodzie oraz dwie żeńskie. Trzy z nich miały opuszczone, lekko uniesione ramiona z dłońmi zaciśniętymi w pięści. Jeden z mężczyzn ręce chował za plecami. Artysta zresztą zmienia te ustawienia ramion. Wszystkie prace z tego cyklu maja wytrzeszczone, patrzące na wprost oczy, sterczące na boki uszy i mięsiste, bardzo zmysłowe usta z okrągłym otworem pośrodku, co sprawiało, że przywodziły na myśl akcesoria z sex shopu – nadmuchiwane lalki, służące lubieżnym praktykom. Biorąc jednak pod uwagę monstrualny wzrost lal, można uznać, że możliwość takiego skojarzenia artysta potraktował ironicznie. Aby jednak wyeliminować do cna takie skojarzenia, w ostatnich latach powsadzał lalkom w usta samogrające elementy. Teraz „śpiewają”, miast kusić. Jednak nie tylko usta uległy przeobrażeniom, również narządy rozrodcze dwóch z figur. Znikły, bo wzbudzały liczne kontrowersje i teraz, również w Łodzi, mamy do czynienia z czterema kobietami. Jednakże wnikliwe oględziny sromów pozwolą odnaleźć delikatne ślady kastracji, jakiej artysta dokonał na swoich pracach. Swoja drogą, niezrozumiałe wydaje się, że nagi srom nie jest obsceniczny, a członek męski tak i to bardzo. Ale to temat na inne rozważania. „Laleczki” były wielokrotnie eksponowane w kraju i za granicą, w różnych warunkach: od sal galerii i centrów sztuki współczesnej oraz muzeów do pokazów na ulicach miast. Przytrafiło im się kilka incydentów – opowiem tylko o dwóch. Otóż w CSW w Toruniu w ramach wystawy „Apogeum – Nowa ekspresja 1987” w pierwotnym założeniu kuratora te cztery figury miały stanąć na zewnątrz budynku. Okazało się to jednak niemożliwe ze względu na brak zgody służb miejskich. Więc jedną z prac, wówczas jeszcze z penisem, umieściłem na parterze centrum w hallu, a pozostałe na pierwszym piętrze, w przestrzeni całej wystawy. I cóż się okazało? W ramach happeningu grupy artystów, „laleczka” Ambroziaka z hallu, pewnie jako idol płodności, raczej pogański, niż chrześcijański, została ozdobiona dywanem kwiatów (sztucznych), zabawek dziecięcych. Tak było na wernisażu, ale przez następne tygodnie trwania wystawy, kwiatów i innych elementów przybywało, ich warstwa sięgała figurze niemal do kolan. Dziwne, nieprawdaż? Drugie zdarzenie miało miejsce na wystawie „1990” przed Galerią Miejską we Wrocławiu, której dyrekcja otrzymała zgodę na pokaz prac na ulicy przed galerią. Wtedy już „śpiewały”, ale były wciąż wyposażone w atrybuty męskości i kobiecości, jak na początku. Ponieważ jednak galeria usytuowana jest niedaleko Rynku, w centrum zagłębia barów i klubów, okazało się, że nocni baro- i klubowicze bardzo polubili „laleczki”. Najczęściej obłapywali rzeźby, nagminnie robili sobie z nimi selfies komórkami, ale niektórzy zamierzali je przenosić (czy tańczyć z nimi?)… W rezultacie, co wieczór przed zamknięciem galerii ogromne rzeźby wnoszone były do wnętrza, narażając obsługę na nadwerężenie mięśni… Nie trudno się dziwić, że artysta w końcu miał dość tych przygód swoich prac, w sumie niewiele wnoszących do ich zrozumienia jako dzieł sztuki, a nie tylko przywodzących niezdrowe skojarzenia gadgetów ulicznych…

OWIECZKI I DWUGŁOWY BARAN, 2015-16

(cykl 13 rzeźb, żywica epoksydowa, polichromia, wys. 100 cm)

To jeden z ostatnich cykli Sylwestra Ambroziaka, pokazywany dotąd tylko dwukrotnie: przed rokiem w Kielcach na dużej, „kontenerowej” wystawie na Placu Artystów w centrum miasta oraz w tym roku w wałbrzyskiej Starej Kopalni w sąsiedztwie górniczej kolejki i wagoników z urobkiem. Dwugłowy baran, w dodatku czarny, wiedzie za sobą stado 12 jednakowo wyglądających owiec. Czy tę symboliczną, głęboko osadzoną w tradycji chrześcijańskiej sytuację trzeba tłumaczyć? Chyba nie, ma ona niezliczoną liczbę odniesień literackich, ikonograficznych, wreszcie w sferze porzekadeł ludowych i języku powszednim. Jednak nie do końca… Bo po pobieżnej nawet analizie, okazuje się, że to nie tylko prosta ilustracja hasła: „owczy pęd”, symbol bezmyślnego podążania za większością, za przywódcą, a raczej złowieszcza konstatacja na temat naszej sytuacji egzystencjalnej. Do tej pory Dobry Pasterz wiódł swoje owieczki ku dobru, światłości, dziś owieczki idą za dwugłowym i czarnym baranem. W wielu kulturach baran, z reguły jednak biały, oznaczał niewinność, mógł też oznaczać nowe porządki, nowego przywódcę, nowy początek… Ale czarny i dwugłowy? To zmienia postać rzeczy. Nowy porządek i początek może być też zapowiedzią końca, zagłady, gdyż czarny kozioł, ale może być też baran to symbol diabelski, złowrogi i ostateczny. Zły. Ciekaw jestem, czy Ambroziak umieści kiedyś swoje stado na skraju przepaści? Ale – z drugiej strony – czy buduje się galerie sztuki w takich miejscach?

ŁÓŻKO, 2015

(instalacja rzeźbiarska, łóżko i rzeźba o wys. ok. 120 cm, żywice epoksydowe, stal)

Jedna z najbardziej osobistych, kameralnych i pięknych prac Sylwestra Ambroziaka. Pokazywana po raz pierwszy w kontenerze na Placu Artystów w Kielcach, robiła ogromne wrażenie poprzez swoje wydzielenie, zamknięcie w wygłuszonej przestrzeni kontenera, niepozbawionej jednak swojej industrialnej, transportowej atmosfery. Tym samym zagłuszając trochę jej intymny charakter. Jednak w przestrzeni galerii łódzkiej, w znacznie większym pomieszczeniu: szarym, neutralnym, sterylnym, rzec by można, że „zagra” ze zdwojoną mocą. Bo takiej właśnie przestrzeni wymaga ta praca. W dziecinnym kojcu ze stalowymi prętami, jak każde małe dziecko, rzeźba Ambroziaka jest ochraniana, ale i ograniczana. Dla swojego dobra, bo zaraz przyjdzie mama lub tata i będą się z nią bawili. Wtedy zniknie, mentalnie, bariera kojca. Będą zespoleni, choćby na chwilę, bo mama będzie musiała zaraz wracać do kuchni, by swojemu dziecku coś ugotować, a ojciec też tylko na chwilę oderwał się od pracy, do której musi wrócić. Ale tak nie jest w tej sytuacji. Dziecko jest opuszczone, pozostawione, zamknięte, odosobnione. Nikt go nie odwiedzi, przytuli. Jest samo i uwięzione… Im większa jest przestrzeń, w której prezentowana jest ta praca, tym większy ból pozostawionego dziecka, ból, którego możemy doświadczyć, wsłuchując się w jego płacz. W Łodzi to będzie prawdopodobnie najmocniejsza, najsilniej oddziałująca na widza część całej ekspozycji. Prawdziwy koniec tego rzeźbiarsko-filmowego poematu dla dorosłych (choć z dziećmi w rolach głównych) w szarych salach. Od 2010 Sylwester Ambroziak rozszerzył zasób swoich środków wyrazu o film animowany, eksperymentalny, skrajnie autorski, opierający się na stworzonych przez niego rzeźbach. Projekty są skanowane za pomocą specjalnego urządzenia 3D i poddawane trudnemu procesowi zdjęć poklatkowych, a następnie ich animacji. Powstają dzieła filmowe całkowicie oryginalne, nie znające wzorów w całej historii animacji, gdyż pomimo pozorów, iż mamy do czynienia z animacją lalkową o bardzo długiej tradycji (nota bene jej prekursorem był Polak Władysław Starewicz, który rozpoczął swoje eksperymenty w tej dziedzinie w Kownie). Jednak Ambroziak i Stępniak nie animują lalek, lecz rzeźby, dzieła sztuki, które zostały zeskanowane i uruchomione. Odmienna jest filozofia tego działania: film, powiedzmy dzieło sztuki, choć najczęściej animacja lalkowa jest domeną filmów dla dzieci, „dobranocek”, ale zdarzają się wyjątki, jak np. w przypadku braci Quay, wykorzystuje do produkcji lalki czy kukiełki jako materiał, zwykle „nieartystyczny”, natomiast w przypadku Ambroziaka możemy mówić o drodze w przeciwny kierunku: o wzbogaceniu dzieła sztukirzeźby o możliwości ruchu, akcji etc., czyli środki właściwe filmowi animowanemu o bardzo wyraźnych walorach dzieła sztuki, a nie tylko kinematografii.

BARANEK, 2011

(eksperymentalny film animowany)

Ten film Ambroziaka, już drugi w jego karierze, powstał w 2011 we współpracy z animatorem Grzegorzem Stępniakiem (podobnie jak pierwszy pt. „Pokój”, o rok wcześniejszy). O ile jednak pierwszy, składał się właściwie z jednej sekwencji z kilkoma ujęciami, o tyle w drugim mamy do czynienia z czterema rozbudowanymi sekwencjami, z kilkuwątkową narracją obrazowo-sytuacyjną, z wieloma zróżnicowanymi bohaterami. „Baranek” to film bogatszy, dużo dłuższy, bo ponad 16-minutowy, wprowadzający elementy koloru, z rozbudowaną warstwą muzyczną. Każda sekwencja rozpoczyna się tak samo: widzimy twarz, a później całą postać Pasterza z Barankiem na ramionach, obaj bohaterowie są jednością, jakby idealnie zespoloną figurą, składającą się z dwóch ciał, darzących się pełnym zaufaniem i miłością, co można odczytać z ich gestów. Pasterz podchodzi do tajemniczego sześcianu o częściowo lustrzanych, a częściowo przezroczystych ścianach. Zbliża twarz do ściany, jednocześnie przeglądając się w lustrze i zaglądając do środka. Pierwsza sekwencja poświęcona jest Śmierci. Wewnątrz sześcianu, na podłodze ułożone są ciała przykryte całunami. To kształty, przypominające rzeźby z jednego z wcześniejszych cykli Ambroziaka pt. „Szklane paciorki”. Na ścianach widzimy cień ogromnego kruka, strażnika umarłych. Ten motyw, jeden z archetypów kultury europejskiej, ale nie tylko, także japońskiej i indiańskiej, najczęściej miał pozytywne znaczenia – kruk był strażnikiem, symbolem mądrości i tajemnicy, miał związek ze śmiercią, ale także w pozytywnym sensie np. w mitologii greckiej przyczynił się do narodzin Asklepiosa. W tradycji chrześcijańskiej postrzegany był jako symbol jednoznacznie negatywny: nieczystości, szatana i pogaństwa . Do tej czarnej legendy nawiązuje też Ambroziak, którego kruk w pełni zasługuje na przypisywane mu złe instynkty. Jedna z postaci na ziemi porusza się i odchyla całun. Wystarczył moment, by kruk roztrzaskał jej głowę swoim ogromnym dziobem. Jest wszakże strażnikiem ostateczności, w której nie może być żadnych wyjątków, ani odstępstw. Druga sekwencja przedstawia spotkanie Pasterza i Baranka z trójką tajemniczych postaci. Sadząc po tym, że są spętane i klęczą, mamy do czynienia z Męczennikami, a właściwie Męczennicami. Pasterz stawia żałośnie beczącego Baranka na ziemi. To konfrontacja z męczeństwem. Jedna z postaci płacze, druga schyla głowę, oddają hołd Barankowi. W trzeciej sekwencji filmu pojawia się kolor. Już przyzwyczailiśmy się do świetlistej szarości postaci i tła, gdy nagle widzimy różową postać z jaskrawo pomalowanymi na czerwono ustami. To ludzki embrion z niewykształconymi do końca kończynami, być może w wyniku jakiegoś błędu genetycznego lub wypadku. Różowa lalka leży na plecach, przywołując, momentami wręcz w lubieżny sposób swoimi zmysłowymi ustami i waginą, stojącego nad nią Pasterza. Czwarta, finałowa sekwencja rozpoczyna się tak samo, jak poprzednie, ale w przeszklonym boksie, pokoju, do którego wkracza Pasterz z Barankiem, nikogo oprócz nich nie ma. Baranek staje na ziemi, a Pasterz klęka i po chwili na kolanach zbliża się do zwierzęcia. W pewnym momencie z góry przebija się do środka snop jasnego, nieziemskiego światła. Pasterz zadziera głowę i patrzy prosto w górę. To moment maksymalnego skupienia, połączenia z Niebem i ostatecznej decyzji. Za chwilę widzimy, że Pasterz rozcina swoją pierś, znów bardzo dobitnie pojawia się kolor – jaskrawoczerwona krew wylewa się z rany i tworzy kałużę wokół jego kolan. Złożył sam siebie w ofierze, nie potrzebuje Baranka, by odbyć akt Ofiary. Najwyższej.

MESJASZ, 2013

(eksperymentalny film animowany) W trzecim swoim filmie Ambroziak postanowił nawiązać i dokonać animowanej rekonstrukcji własnego performance’u z 1984 pt. „Ja też (wybrałbym) Barabasza”, przeprowadzonego na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Tym filmem artysta powraca do swoich pierwocin, do pierwszych działań. W tym przypadku mowa o akcji-performance sprzed 30 lat, a więc z czasów jeszcze studenckich, kiedy twórca był bardzo radykalny w swoich działaniach. Widzimy pracownię rzeźby warszawskiej ASP, profesorów i kolegów Ambroziaka, widzimy również jego samego, jako studenta przygotowującego się do preformance’u. To rekonstrukcja dokonana na podstawie wspomnień, zdjęć z epoki, dzisiejszych wnętrz z dodatkiem elementów dawnych. Niezwykłe zadanie dla twórcy filmowego. Warstwa dokumentacyjna to jednak tylko punkt wyjścia dla rozważań natury ogólnej, do przesłania tamtego performance’u sprzed ponad 30 lat i całej dotychczasowej twórczości Ambroziaka. Artysta powraca do swoich początków, do domu, i jednocześnie do naszych kulturalnych, chrześcijańskich archetypów. Proponuje też widzom, by na chwilę przystanęli, by zastanowili się nad światem wokół i sobą samymi, by zauważyli te proste, najprostsze, jak dekalog, wzory i zasady, jakimi powinniśmy się kierować na co dzień. Sztuka Ambroziaka stawia przed sobą także takie cele. Przypomina, choć może nie od razu chce wychowywać? Zawsze sobie takie cele stawiała i może dlatego jest tak ważka. Pamiętajmy jednak, że Sylwester Ambroziak tworzy wciąż jedno dzieło, bez względu, czy są to rzeźby, instalacje, czy filmy. Wciąż tworzy różne prace, ale dokonując wyboru konkretnych rzeźb i filmów na wystawę, tworzy też osobną wypowiedź zbudowaną z różnych elementów. W Łodzi, gdzie artysta już kilkukrotnie wystawiał, będzie to wypowiedź szczególna. Poemat o samotności, walce w obronie inności, jednym słowem, poemat o bardzo poważnych sprawach, poemat wyciszony, rozgrywający się w szarych ścianach, by nic nie zakłócało ważkości przekazu.

Warszawa, koniec lipca 2016

Krzysztof Stanisławski